Jakie gry widziałem podczas Warsaw Games Week?

wgw_games_thumb


Warsaw Games Week to pierwsze targi gier w Polsce. Impreza sama w sobie była naprawdę wspaniała, o czym pisałem tutaj. Najważniejsze na niej były jednak gry. Kilka z nich udało mi się zobaczyć, w parę zagrać osobiście, a inne produkcje po prostu „były”. W tym nietypowym wpisie skupię się na tytułach, które z jakiegoś powodu szczególnie zapadły mi w pamięć. Alfabetyczny spis gier z Warsaw Games Week czas zacząć!


 

Assassin's Creed Syndicate
 

Nowy Asasyn znalazł się w tym miejscu nieco niefortunnie. Pierwsza gra w zestawieniu powinna być nieco lepsza pod kątem wrażeń z niej wyniesionych. Tak naprawdę w ogóle nie zamierzałem pisać o tym tytule, ale przygotowując wpis na bloga bezustannie napotykałem się w internecie na reklamę Syndicate. Zupełnie tak, jakby nowe Asssassin’s Creed na siłę chciało znaleźć miejsce w tym poście. Cóż, chyba mu się udało.

Mam lekką słabość do europejskich miast odtwarzanych w grach. Często biegam i zwiedzam znane mi budynki, jednocześnie sprawdzając jak prawdopodobnie wyglądały kilkadziesiąt lub kilkaset lat temu. Zarówno Paryż jak i Londyn zrobiły na mnie ogromne wrażenie w serii Assassin’s Creed. Niestety nie w samej grze, a w zapowiedziach, trailerach i początkowych gameplayach.


Assassins Creed Syndicate

Czy ten Londyn nie wygląda pięknie?


Łapiąc za pada i samemu wchodząc w świat skrytobójców zupełnie nie czułem oczekiwanej magii. Podczas Warsaw Games Week spędziłem chwilę przy Syndicate, a przedstawiany fragment zachęcał do przetestowania nowości, jaką w serii są bryczki. Tak, takie powozy napędzane końmi.

JacobUkradłem jedną niczym w Grand Theft Auto i zacząłem wozić się po mieście. Kazałem biednym zwierzętom taranować wozy przeciwników, wjeżdżać na latarnie i wpadać z impetem w tłumy ludzi. Podczas rozgrywki nie ucierpiał żaden koń, ponieważ te okazały się być zrobione z tytanu. Poważnie, mogłem przejechać przez wszystko, a klacze jak gdyby nigdy nic gnały dalej.

Ja rozumiem, że inna sytuacja spowodowałaby oburzenie wszystkich obrońców zwierząt, ale fragment ten był tak okropnie nienaturalny, że podziękowałem za dalszą część przygody. Absolutnie nie chcę oceniać tutaj całej gry na podstawie jednego tylko kawałka kodu. Chętnie zapoznam się szerzej z Assassin’s Creed: Syndicate, ale uraz do powozów zapewne zostanie.


 

Call of DutyL Black Ops 3
 

ALE SIĘ JARAM! Nie nie, spokojnie, przecież muszę napisać poważny tekst. Jeszcze raz… ALE SIĘ JARAM! Nic na to nie poradzę, tak już mam z serią Call of Duty. Co roku wyczekuję kolejnej premiery, aby wraz ze znajomymi lub kompletnie obcymi ludźmi wsiąknąć na kilkadziesiąt godzin w dynamiczną rozgrywkę.

Mogłoby się wydawać, że gry skupione na pozornie bezmyślnym strzelaniu nie mają do zaoferowania bogatej fabuły. Ot, interaktywny, oskryptowany film, gdzie gracz niewiele ma do zrobienia. W tym miejscu chciałbym tylko przypomnieć, że Call of Duty: Black Ops znalazło się w księdze rekordów Guinnessa za najlepsze fabularne zakończenie. Również zeszłoroczna część, czyli Advanced Warfare, miała całkiem interesującą historię, a udział w grze wziął sam Kevin Spacey.


Black Ops 3

Ten obrazek kłamie – w Call of Duty nie ma czasu na odpoczynek.


Zawsze z przyjemnością pochłaniam fabularną część Call of Duty, ale to przy multiplayerze spędzam najwięcej czasu. Z początku ginę jak najgorszy początkujący gracz, ponieważ tryb jednoosobowy zdecydowanie nie oddaje inteligencji żywych przeciwników. Kilka godzin, rozpoznanie nowych broni oraz funkcji i czuję się jak ryba w wodzie. Gram aż powbijam najważniejsze rangi, a potem podczas roku oczekiwania na kolejne Call of Duty wracam co jakiś czas rozegrać mecz lub dwa, ewentualnie kilkanaście.

cod_renderSzczerze mówiąc nie wiem zupełnie czego spodziewać się po Black Ops 3. Starałem się unikać wszelkich zapowiedzi oraz gameplayów. Z bólem serca ominąłem nawet demo dostępne niedawno na PlayStation 4. Nie powstrzymałem się jednak i na Warsaw Games Week zasiadłem przed konsolą z najnowszym Call of Duty.

Ciężko być tak wrzuconym do losowego meczu z nieznanymi broniami oraz mechanikami. Ciężko też ocenić grę po dwóch krótkich rozgrywkach. Łatwo mi jednak powiedzieć, że wiem, iż znowu wsiąknę na dobre. Trzecia część Black Ops pociągnie dalej interesującą fabułę, a gdy już zaspokoję historyczny głód, to skrzyknę znajomych i zawojujemy multiplayer. A jak! Premiera już w najbliższy piątek i mam nadzieję, że będę mógł się z Wami podzielić wrażeniami z gry.


 

Guitar_Hero_Live_Logo_Horiz_rgb
 

Nigdy nie byłem fanem plastikowych instrumentów. Fenomen gier muzycznych był mi jak najbardziej znany i w pełni go rozumiałem, ale nie potrafiłem się do końca wciągnąć w wirtualne koncerty. Próbowałem na wielu platformach oraz instrumentach i nudziłem się po godzinie lub dwóch. Najwięcej czasu spędziłem przy The Beatles Rockband, ponieważ w tamtym okresie słuchałem bardzo dużo utworów tego zespołu.

Niechęć do gier muzycznych spowodowana była zapewne brakiem umiejętności. Niezbyt radziłem sobie nawet na średnim poziomie trudności i było mi bardzo smutno, gdy animowany tłum wygwizdywał moje występy. Przecież się starałem! Fakt, praktyka czyni mistrza i rzeczywiście – im dłużej grałem tym lepiej mi szło, ale zanim dany instrument opanowałem do perfekcji zdążyłem znaleźć sobie inne zajęcie.


Guitar Hero Live

Prawie jak na koncercie!


Premiera Rock Band 4 całkowicie mnie ominęła, a z Guitar Hero Live miałem styczność dopiero podczas WGW. Zdziwiłem się, gdy zobaczyłem jak bardzo dojrzała jest ta gra. Począwszy od filmowego stylu produkcji, przez bardziej dorosły design gitary, aż po całkowicie rewolucyjny gryf. Przy stoisku spędziłem dużo czasu, ale głównie w roli widza, gdyż nauczony poprzednimi porażkami wolałem nie obnosić się z brakiem talentu.

Gitarę wziąłem do ręki ostatniego dnia, gdy do zamknięcia targów pozostała godzina. Nie będzie tajemnicą jeśli powiem, że wcale nie wymiatałem, ale uśmiech nie schodził mi z twarzy. Guitar Hero Live ma coś, co spowodowało, że do gier muzycznych znowu podchodzę bez sceptycyzmu. Zagrałem kilka piosenek, nieco oswoiłem się z gryfem i stwierdziłem, że ta gra może przynieść całkiem sporo satysfakcji. Być może zakupię kiedyś swoją własną kopię. Będzie to dobry pomysł na prezent pod choinkę!


 

hitman_thumbnail
 

Hitman zalicza reboot. W poprzednią odsłonę o podtytule „Rozgrzeszenie” grało się dobrze, ale nie idealnie. Pisałem o tym z resztą w recenzji, jeszcze za czasów pracy w Eurogamerze. Śledzę losy nowego Hitmana od zapowiedzi na E3 i muszę przyznać, że wypatruję premiery z zaciekawieniem.

Podczas Warsaw Games Week odbywały się zamknięte pokazy z cichym zabójcą w roli głównej. Liczyłem wprawdzie na możliwość przetestowania gry, ale niestety, ujrzałem jedynie fragment, który w internecie widnieje już od sierpnia. Bardzo zaskoczył mnie jednak polski lektor, który przez kilkanaście minut wprowadzał nas w świat nowego Hitmana. Miły szczegół przygotowany z myślą o WGW.


Hitman

Agent 47 łypie na nas z trailera.


Fabularne demo zawierające fragment misji w Paryżu ukazało kilka usprawnień zaimplementowanych w grze. Duże wrażenie robi tłum ludzi obecnych w na mapie. Każda osoba posiada teraz własną inteligencję i inaczej reaguje na nasze czynności. Lokacje są ogromne, zawierają mnóstwo przebrań i sposobów na likwidację celu. Czyli to, co fani Hitmana lubią najbardziej.

Premiera tytułu została przeniesiona z grudnia 2015 na marzec 2016. Gra wydana zostanie w nieco kontrowersyjnej formie. Możemy najpierw wejść w posiadanie trzech map oraz sześciu misji, a dopiero potem dokupować kolejne, kiedy te zaczną się ukazywać. Możemy też od razu zamówić całość, oczywiście w niższej cenie, i liczyć na to, że będzie warto. Więcej szczegółów co do tego systemu znajdziecie tutaj.


 

jc3_thumbnail
 

Podczas Warsaw Games Week najwięcej czasu spędziłem chyba przy Just Cause 3. Początkowo do stoiska podszedłem tylko dlatego, że czekałem na pokaz PlayStation VR i musiałem zająć się czymś przez kilka kolejnych minut. Całe szczęście, że miałem przy sobie zegarek, bo niechcący spóźniłbym się na umówiony pokaz.

Trzecia część cyklu oferuje wszystko to, co poprzednie, ale robi to lepiej, ładniej i z większym rozmachem. Gra wygląda ślicznie – zróżnicowanie terenu i możliwość praktycznie nieograniczonej eksploracji przyciągnęły moją uwagę. Nie obchodziły mnie zadania fabularne prezentowane w demie. Chciałem biegać , strzelać, latać, jeździć i przemieszczać się za pomocą liny. Spędziłem przy Just Cause 3 kilkanaście minut, aż skończył mi się wolny czas.


Just Cause 3

Standard – naprawdę!


Zaskoczyłem sam siebie moim powrotem do stoiska z grą. Przysiadłem do niej po raz kolejny i robiłem dokładnie to samo, ale wcale nie czerpałem mniej przyjemności. Właściwie bawiłem się jeszcze lepiej odkrywając coraz to nowe sposoby na łączenie liną dwóch przedmiotów oraz finezyjne likwidowanie przeciwników.

_artworkW grze świetnie została oddana fizyka – butle z ulatniającym się gazem latają podpalone po okolicy, a wielkie pomniki dziurawione kulami pistoletu rozpadają się na małe kawałeczki. Również ogień i wszystkie wybuchy wyglądają imponująco. Nie zabrakło oczywiście błędów spowodowanych niefinalną wersją kodu, ale te powinny zostać naprawione do premiery w grudniu.

Podobała mi się radość, którą czerpałem nawet z tak banalnych czynności jak przyciągnie siebie za pomocą liny do wyższych budynków na mapie, a następnie otwieranie spadochronu i przelatywanie na drugi fragment lokacji. Świat jest otwarty i ogromny – jeżeli nie zabraknie ciekawych misji oraz zadań, to gra z pewnością będzie potrafiła wciągnąć na długie godziny.


 

mec_thumbnail
 

Pamiętacie Mirror’s Edge? Grę o bieganiu i skakaniu między budynkami utrzymaną w specyficznej palecie barw? Tytuł ukazał się na rynku w 2008 roku i od tego czasu wiele się zmieniło. Ale nie Mirror’s Edge. Catalyst to właściwie ta sama gra z pewnymi usprawnieniami.

Nie zrozumcie mnie źle. Tytuł graficznie prezentuje się świetnie. Nadal ma specyficzny klimat i kolory od razu kojarzone z serią. W lokacjach pojawia się dużo więcej szczegółów, a mapy wyglądają na bardziej rozbudowane. Wszystko jest dopracowane i płynne, a otwarty świat daje dużo swobody w eksploracji. Tylko że nadal biegamy, skaczemy i powalamy wrogów.


Mirrors Edge Catalyst

Wygląda imponująco. Ale co z fabułą?


Prawdopodobnie tego oczekują fani Mirror’s Edge. Jeśli byli zadowoleni z poprzedniej odsłony, to i Catalyst ich nie zawiedzie. Mi jednak czegoś brakowało. Czegoś, co sprawiłoby, że zainteresowałbym się tytułem i chciał spędzić przy nim więcej niż kilkanaście minut podziwiania widoków. Brakowało mi dobrej historii.

Na prezentacji gry padło bardzo ciekawe stwierdzenie, że Mirror’s Edge ma wreszcie fabułę. I jeśli rzeczywiście twórcy poprowadzą w grze ciekawą opowieść, to w połączeniu ze sprawdzonymi mechanikami zapewne wyjdzie coś dobrego. Po krótkim przetestowaniu tytułu w obecnej formie stwierdzam, że gra się przyjemnie. Oby finalna wersja potrafiła też wciągnąć.


 

PlayStation VR
 

Wirtualna rzeczywistość nadchodzi wielkimi krokami. Przekonałem się o tym dopiero mając do czynienia z PlayStation VR. Wcześniej wielokrotnie testowałem kolejne wersje Oculus Rfit i sprzęt ten nigdy nie zrobił na mnie większego wrażenia. Ot, ciekawostka zdecydowanie warta uwagi, ale niewarta dużych pieniędzy. Moich pieniędzy. Wystarczyło kilka minut spędzonych przy PlayStation VR abym całkowicie zmienił swoje zdanie o wirtualnej rzeczywistości.

Nie tak łatwo było przetestować ten finezyjny sprzęt podczas Warsaw Games Week. Twórcy przywieźli ze sobą 2 zestawy, do których ustawiały się długie kolejki. Co 2 godziny otwierane były zapisy – należało podać swoje dane, po czym dostawało się upragnioną przepustkę pozwalająca na kilka minut grania o określonej godzinie.


Dorczenzo i PlayStation VR

Cześć! Tu Dorczenzo i dzisiaj testuję PlayStation VR!


Osoby noszące na co dzień okulary zrozumieją, że nakładanie dodatkowego elementu na swoją twarz nie należy ani do najprzyjemniejszych ani do najbardziej komfortowych. Z tego powodu nie przepadam za filmami oglądanymi w trójwymiarze, a i Oculus Rift powodował zwyczajny ból podczas testowania. Przy PlayStation VR obawiałem się podobnych, negatywnych wrażeń. Tym bardziej, że sprzęt wygląda na duży i niezbyt lekki.

playstation_vrJakże wielkie było moje zaskoczenie, gdy po założeniu urządzenia na głowę i dopasowaniu wielkości wszystko leżało idealnie. Nie czułem żadnego ucisku ani dyskomfortu. Od razu zauważyłem też, że obraz jest dużo bardziej wyraźny i mniej rozpikselowany niż się spodziewałem. Nie uświadczyłem problemów z dostosowywaniem ostrości, a przy Oculus Rift moje oczy miały z tym kłopot.

Na Warsaw Games Week przetestować można było dwa dema. Pierwsze to fragment gry The London Heist. Drugie, The Kitchen, podobno było horrorem, w którym wcale nie chodziło o sprzątanie zabrudzonej kuchni. Piszę „podobno”, bo jak możecie się domyślić, ja nie trafiłem akurat na tę grę. We fragmencie The London Heist zadanie było proste. Kucając za biurkiem należało znaleźć broń, magazynki oraz bardzo cenny diament, a następnie zlikwidować wrogów przybyłych po uruchomieniu alarmu.

Samo PlayStation VR to jedno, ale do obsługi gry otrzymałem dwa kontrolery Move. Te znane z PlayStation 3 różdżki miały pomóc w poruszaniu rękami w świecie gry. Wiedziałem jednak jak działały w poprzedniej generacji konsol i nie bardzo wierzyłem, że okażą się być dobrą metodą sterowania. Jak mając coś w ręce mielibyśmy poczuć, że łapiemy coś innego?


The London Heist

Mniej więcej coś takiego widzimy korzystając z PlayStation VR.


Różdżki okazały się być bardzo dobrym kontrolerem. Spust odpowiadał za zaciskanie wirtualnej dłoni ruchy gadżetu odpowiadały ruchom rąk w grze. Sterowanie szybko stało się całkowicie naturalne, a dyskutując potem o pokazie naprawdę zapomniałem, że w ogóle trzymałem PlayStation Move. Z jakiegoś powodu zapamiętałem to tak, jakbym w dłoni rzeczywiście dzierżył broń, a drugą ręką wciskał pełny nabojów magazynek. Stuprocentowa immersja!

PlayStation MoveNie wiem ile trwał sam pokaz. Zapewne kilkanaście minut. Wciągałem się tak bardzo, że straciłem poczucie czasu. Dopiero po chwili zauważyłem, że klęcząc w grze klęczę też w realnym świecie. Naprawdę miałem wrażenie, że jestem w tamtej rzeczywistości, kryję się za biurkiem i strzelam do oprawców. Na pewno dużą rolę odegrały tutaj brak zauważalnego opóźnienia w przenoszeniu ruchów ciała do świata wirtualnego oraz ogólna płynność manewrów. Z pistoletu mogłem mierzyć tak precyzyjnie, że znalazłem dziurę między biurkiem a półką i to przez nią celowałem do wrogów. Mega!

Moje wrażenia przesycone są emocjami i ogromną ekscytacją – zdaję sobie z tego sprawę. Zabawę z PlayStation VR opisuję jednak całkowicie szczerze. Nie pamiętam kiedy ostatnio jakikolwiek sprzęt zrobił na mnie tak duże wrażenie. Czekam z niecierpliwością na finalną wersję tego produktu i mam nadzieję, że nie zawiodę się dostając do rąk końcowy gadżet. Od dzisiaj śledzę każdą informację dotyczącą wirtualnej rzeczywistości od PlayStation. Jest na co czekać!


 

1370900734_tc_the_division_logo_130610_4h15pmpt_orangeblack
 

Uwielbiam dobre zwiastuny gier. The Division, zapowiedziane podczas targów E3 2013, rok później dostało mega klimatyczny trailer. Ciarki na całym ciele i chęć natychmiastowego zagrania w dany tytuł są chyba najlepszymi możliwymi reakcjami na jego zapowiedź. Grę oglądałem potem na Gamescomie i z prezentacji wyszedłem bardzo zadowolony. Rozbudowany arsenał, możliwość modyfikowania broni, wszechobecny futuryzm i w ciekawy sposób zdobywane tereny podsyciły tylko mój apetyt na The Division. Nie mogłem się doczekać, aby w końcu przetestować te produkcję. W końcu gra miała być taka świetna!

W Warszawie wreszcie zagrałem. Szkoda, bo gdybym tego nie zrobił, to pewnie nadal czekałbym na ten tytuł z takim samym zniecierpliwieniem jak wcześniej. Pokaz na Warsaw Games Week nieco ostudził mój entuzjazm. Nie potrafiłem wydobyć z siebie tego zaciekawienia, które towarzyszyło mi wcześniej. Demo zwyczajnie mnie nie porwało.


the_division

Na zdjęciu jest klimat. W grze nie ma.


Przy konsolach usiedliśmy w 9 osób i przystąpiliśmy do eksploracji podzieleni na trzy drużyny. Chwilę pobiegaliśmy, zlikwidowaliśmy kilka celów, a potem wszyscy spotkaliśmy się w jednym miejscu. W sytuacji takiej jak ta The Divison pozwala albo na zaatakowanie przeciwnej drużyny, albo na zawarcie sojuszu. Wszystko jednak zależy od graczy, a najważniejsze jest szybkie rozpoznanie intencji drugiej grupy. Bardziej cwane osoby mogą też najpierw zarządzić pokój, a po wykonaniu misji zlikwidować sojuszników w celu przejęcia wszystkich łupów.

the_divison_renderGra jest bardzo mocno oparta na komunikacji i kooperacji. Bez dobrej drużyny i prowadzonych rozmów trudno cokolwiek rozegrać. W prezentowanym demie większość z nas strzelała do każdej obcej osoby, na mapie szybko zrobił się chaos i dlatego tytuł nie wywarł na nikim większego wrażenia. Nie zauważyliśmy też wszystkich mechanik prezentowanych na poprzednich pokazach. Mam nadzieję, że gra nie zostanie z nich okrojona.

The Division musi prezentować się o wiele lepiej w domowym zaciszu, ze świetną ekipą obecną w naszej rozgrywce. Prezentowana na targach z drużyną przypadkowych osób nie ukazała zapewne wszystkich swoich zalet. Nadal czekam, ale nie niecierpliwię się już tak jak wcześniej. Szkoda.


I inne…

 

Na Warsaw Games Week pojawiło się dużo więcej gier, ale niektórych nie mogłem opisać tak dokładnie jak powyższych. Czasem dlatego, że pokazano tylko krótki film z rozgrywki, a czasem dlatego, że dany tytuł niezbyt mnie interesuje i nie miałbym o nim za wiele do powiedzenia. Na deser zostawiam więc kilka produkcji opisanych w paru słowach.

 

Deus_Ex_Mankind_Divided_logo
Zauważyliśmy podczas WGW, że większość prezentacji jest po prostu… brzydka. Gry podczas zapowiedzi zwyczajnie nie prezentują się najlepiej. Bardzo raziło to przy Deus Ex: Mankind Divided. Ale wiadomo – wersja alfa. Fabuła i zatrzęsienie gadżetów robią większe wrażenie niż oprawa graficzna.


horizon_thumbnail
O Horizon Zero Dawn nie wiemy za wiele. Pokaz na Warsaw Games Week z rzekomym rozgrywaniem przez osobę prezentującą ukazał przepiękne tereny z obecną wszędzie naturą. Połączenie takiego obrazka z maszerującymi obok olbrzymimi maszynami może dać bardzo ciekawą produkcję. Na pewno warto czekać!


Mafia_III_transparent_background_logo
Ależ to był nastrojowy trailer opowiadający o wartości, jaką jest rodzina. Zarówno taka prawdziwa, jak i kryminalna. Nowa Mafia z pewnością powali klimatem. Szkoda, że na razie nie powala gameplayem. Tym prezentowanym na filmie, bo oczywiście nie można było zagrać.


MS_logo
Po The Walking Dead oraz The Wolf Among Us przyszła pora na opowieść w świecie Minecrafta. Nie mam pojęcia w jaki sposób mogło to wyjść ciekawie i czy rzeczywiście tak wyszło. Grając bardziej zwróciliśmy uwagę na nowego Xboksowego pada. Z urwanymi manetkami.


tombraider_thumbnail
Nowa Lara wygląda jeszcze ładniej niż poprzednia. W strefie z Tomb Raiderem przebywało sporo osób, które zbierały szczęki z podłogi. Z jakiegoś powodu gracze płci męskiej zamiast otoczenia woleli obserwować główną bohaterkę. Pod różnymi kątami.


Ratchet
Nowy Ratchet & Clank ukaże się wraz z filmem animowanym na wiosnę 2016. Produkcje te pokażą na nowo historię znaną z pierwszej gry cyklu. Rozgrywka jest przyjemna i na pewno bardziej ciekawa niż w Knacku, który był pierwszą platformówką na PlayStation 4.


street-fighter-v-logo
Street Fighter V jest ładny i płynny. Walczyłem zaciekle, ale ostatecznie Rafał z katowickiej Cybermachiny skopał mi tyłek. Wygrałeś, pozdrawiam!


logo-black_147616
Niestety, w Tom Clancy’s Rainbow Six: Siege rozegrałem tylko dwa mecze i gra wydaje się być przeciętną, taktyczną strzelanką bez polotu. Pewnie mógłbym powiedzieć nieco więcej o tym tytule, gdyby testowana wersja na PC nie wyrzucała mnie do pulpitu nie pozwalając na powrót do rozgrywki. Ciekawostka: na żadnym konsolowym pokazie nie uświadczyłem podobnego problemu ze stabilnością dema.


Tri_Force_Heroes_logo
Wszystko co ma słowo „Zelda” w tytule powinno być cudowną grą. W Tri Force Heroes graliśmy niestety tylko chwilę i nieszczególnie nas porwało. Ciekawa gra do sprawdzenia z paczką przyjaciół, którzy posiadają konsole Nintendo 3DS. I na pewno w bardziej spokojnym miejscu niż targi.


logo
Osoba prezentująca (podobno) grała na żywo w Uncharted 4: Kres Złodzieja. Ujrzeliśmy fragment rozgrywki znany z Gamescomu, ale na potężnym telewizorze i z porządnym nagłośnieniem robił dużo większe wrażenie niż oglądany w domu. Uncharted 4 będzie cudowną grą z przepiękną oprawą graficzną i widać to już teraz. Poza tym czy któraś z wcześniejszych odsłon kogokolwiek zawiodła?


logo-2
Nowy XCOM był sprytnie pokazywany przed prezentacją Mafii III. Na całej sali było słychać jęki zawodu i głosy oczekujące bardziej gangsterskiej rozgrywki. Gra wygląda trochę jak poprzednik z podrasowaną grafiką – tyle wyniosłem po pokazie. Ale fani docenią!