Czy No Man’s Sky
rzeczywiście zawiodło?

NO MANS SKY


Od premiery No Man’s Sky minęło sporo czasu. Media już na początku nie były łaskawe dla tego tytułu. Niezbyt pozytywne recenzje okazały się jedynie preludium – później czytaliśmy o tym, jak wielu graczy traci zainteresowanie grą i za wszelką cenę próbuje zwrócić swój nieudany zakup, ku akceptacji dystrybutorów. Czy No Man’s Sky naprawdę jest aż tak złe?

Szybko okazało się, że większość tych negatywnych informacji jest albo wyssana z palca, albo zwyczajnie wyolbrzymiona. Nikt nie zwracał pięniędzy za No Man’s Sky na specjalnych warunkach, a i gracze nadal szczęśliwie przemierzali kosmos. Ogólna nienawiść do tego tytułu zaczęła zalewać Internet. Nienawiść wychodząca często od osób, które nawet nie zagrały w grę. Pytanie brzmi – dlaczego tak się działo?

Ogromne oczekiwania

Podstawowym zarzutem stawianym twórcom No Man’s Sky było niedotrzymanie obietnic złożonych podczas zapowiedzi gry. Tytuł swój pierwszy trailer otrzymał już pod koniec 2013 roku. Zwiastun był prosty, ale bardzo widowiskowy. Twórcy chcieli stworzyć grę z nieskończonym wszechświatem, w którym każda planeta wyglądałaby zupełnie inaczej. Kolorowej grafice oraz pięknym widokom towarzyszyć miała niesamowicie bujna przyroda i naprawdę sporo dzikich zwierząt. Z wielkimi dinozaurami włącznie.


Pierwszy zwiastun No Man’s Sky.


Nie obiecywano przy tym żadnej fabuły. Historię miał tworzyć gracz w zależności od tego co zdecyduje się robić w ogromnym, otwartym świecie. Wszechświecie. Nigdy nie ograniczałaby go bowiem jedna planeta, a całe złożone systemy i układy, po których podróżować mógłby latającym statkiem, wdając się okazyjnie w galaktyczne bitwy. Trailer prezentował się znakomicie. A jak wygląda finalna gra?

Przed odpowiedzią na to pytanie warto przytoczyć jedną kwestię. Hello Games – twórcy No Man’s Sky – to naprawdę małe studio. Małe studio, które postanowiło stworzyć dużą grę, jeszcze na długo przed premierą porównywaną przez graczy do największych produkcji. Tytuł zaczął zdobywać coraz większy rozgłos, co oczywiście szło w parze z coraz większymi oczekiwaniami. Niestety – wizjonerzy z Hello Games nie mieli szczęścia przy tworzeniu swojej, jak do tej pory, najgłośniejszej gry. Krótko po ogłoszeniu produkcji Wielką Brytanię nawiedziły bowiem ulewne deszcze. Brzmi błaho, ale Hello Games, przez niefortunną lokalizację studia, padło ofiarą sił natury i straciło w powodziach cały sprzęt, co było finansową katastrofą dla czteroosobowej ekipy.

two-ships-nms

Pieniądze nie stanowiły jednak największego problemu. Przez prawie trzy lata twórcy toczyli batalię z brytyjską firmą Sky, która posiadała prawa do używania słowa „sky” i zwyczajnie nie zgadzała się na wykorzystywanie go w innym kontekście. Absurdalnie zastrzegli sobie niebo. Tuż po zakończeniu jednego sporu zaczął się kolejny – z belgijskim genetykiem roślin Johanem Gielisem twierdzącym, że Hello Games bezprawnie wykorzystało w grze jego „superformułę” służącą do generowania wielu naturalnych form i kształtów. Szybkie porozumienie z naukowcem nie zakończyło jednak złej passy studia. Na kilka dni przed premierą No Man’s Sky na portalu aukcyjnym eBay pojawiła się kopia gry. A kupiona tak wcześnie kopia gry oznacza zwykle wyciek filmów z rozgrywki. Ostateczny cios dla twórców szykujących dużą i głośną premierę.

Niespełnione obietnice?

Pora na powrót do wcześniejszego pytania – jak ostatecznie wygląda No Man’s Sky? Cóż, prawie tak samo, jak na pierwszych trailerach. Prawie, bo jest to gra być może trochę mniej widowiskowa i szczegółowa, ale powiedzmy sobie szczerze – czy nie zostaliśmy już przyzwyczajeni do produkcji finalnie nieco gorszych niż w początkowych zapewnieniach?


nmsshortgif

Sean Murray (twórca gry) o możliwościach No Man’s Sky.


Skąd więc cała ta nienawiść wylewana na twórców No Man’s Sky? Cały problem polega chyba na tym, że produkcja jest zwyczajnie… zbyt duża. No Man’s Sky napędza algorytm pozwalający na wygenerowanie 264, czyli ponad 18 trylionów, czyli dokładnie 18 446 744 073 709 551 616 planet. Robi wrażenie, ale jednocześnie uświadamia, że żaden gracz nie jest w stanie odwiedzić wszystkich systemów i wziąć udziału we wszystkich mniej lub bardziej losowych sytuacjach.

Użytkownicy, którzy nie znaleźli wystarczająco szybko oczekiwanych elementów zdążyli się zwyczajnie znudzić grą. Sęk w tym, że No Man’s Sky nastawione jest prawie w całości na eksplorację. I to właśnie dzięki eksploracji jesteśmy w stanie odkryć planety, które widzieliśmy na zwiastunach przedpremierowych. Dość jednak tych rozważań – pora skupić się na konkretach.

Budzisz się rano, wolno naprawiasz statek

No Man’s Sky zaczynamy w bardzo niefortunnym położeniu. Znajdujemy się na nieznanej (i losowej) planecie, widzimy całkowicie zepsuty statek, dziką roślinność i ewentualnie kilka zwierząt oraz dronów patrolujących okolicę. Nikt nie pomaga nam w adaptacji – oprócz zimnych komunikatów wyświetlanych na ekranie jesteśmy zdani tylko na siebie. Początkowo cel jest jeden – należy zdobyć surowce, naprawić statek i jak najszybciej opuścić planetę, aby oddać się zwiedzaniu kolejnych systemów.


O wyglądzie początkowej planety decyduje gra.


W tym momencie rozpoczynamy przygodę z eksploracją. Z obecnych wszędzie form skalnych i różnorodnych roślin wydobywamy odpowiednie pierwiastki. Do tego celu wykorzystywane jest multinarzędzie – rodzaj kosmicznej broni generującej różne promienie, służące do eksploatacji lub walki, w zależności od sytuacji. Podstawowe pierwiastki, takie jak węgiel, żelazo czy cynk, posłużą po wydobyciu do tworzenia standardowych składników i przeprowadzania nieskomplikowanych napraw. Oprócz doprowadzenia statku do stanu używalności musimy też bowiem kontrolować stopień zużycia multinarzędzia oraz systemy podtrzymania życia w naszym zaawansowanym technicznie kombinezonie.

plutonRzadkie pierwiastki, takie jak pluton, będący paliwem dla naszego statku, monitorowane są przez patrolujące okolicę drony. Te dbają o porządek i pilnują, aby tajemniczy przybysz nie pozbawił planety wszystkich rzadkich surowców. Początek gry stanowi więc chaotyczne poszukiwanie pierwiastków i unikanie kontaktu z atakującymi dronami, mogącymi zadać śmiertelne obrażenia. Większą pewność siebie zyskujemy wsiadając do naprawionego w bólach statku. Statku, dzięki któremu wszechświat staje przed nami otworem.

Kosmiczne podróże

Wystartowanie z planety i wylot w galaktyczną przestrzeń to kwestia jedynie paru sekund. Po chwili naszym oczom ukazuje się cały system, w którego skład wchodzi kilka planet, księżyców i tajemnicza stacja kosmiczna. Przestrzeń wypełniają kolejne formacje skalne i różnego rodzaju meteoroidy mogące uszkodzić statek. To jednak kolejne źródło cennych pierwiastków. Je również wydobędziemy dzięki specjalnym promieniom, w które wyposażony został nasz latający wehikuł. Surowce trafiają do osobnego ekwipunku statku, skąd w prosty sposób przeniesiemy je do inwentarza kombinezonu.


Kosmiczne podróże, małe i duże


Ciężko powiedzieć jak wygląda skafander, ponieważ gra oparta jest na widoku pierwszoosobowym i nie dopuszcza sytuacji, w których moglibyśmy ujrzeć w całości własną postać. Nieoceniona jest jednak pomoc kombinezonu na poszczególnych planetach. Specjalne systemy zamontowane w skafandrze pomogą nam przetrwać śnieżyce, toksyczne ulewy oraz ekstremalne temperatury, które często towarzyszą nowo odwiedzanym planetom. Każda z nich ma nie tylko własne warunki pogodowe, ale również różne zagęszczenie i typ roślinności. Czasem przyjdzie nam wylądować w gęstej dżungli, kolorowym lesie, ale także na zupełnym pustkowiu, usłanym jedynie piaskiem i skałami.

nms-animalsNajciekawsze są jednak napotykane zwierzęta. Wielkie stworzenia, kształtem przypominające prehistoryczne dinozaury, kontrastują z małymi, wrednymi krabami, atakującymi nas na każdym kroku. Na wygląd proceduralnie generowanych zwierząt wpływa bardzo wiele czynników. Losowo przydzielane rogi, skrzydła, dzioby oraz liczby kończyn często skutkują wyjątkowo śmieszną aparycją istot. Smaku dodaje fakt, że sposób generowania bestii sprawia, iż zwyczajnie nie ma możliwości zobaczenia dwóch takich samych gatunków na dwóch różnych planetach. Przy tak ogromnej liczbie systemów również napotkanie stworów widzianych wcześniej przez innego gracza jest wyjątkowo niskie. Odkryte planety oraz zwierzaki możemy dowolnie nazywać, po czym wysyłać do sieci, za co nagradzani jesteśmy jednostkami pieniężnymi funkcjonującymi w grze.

Podczas eksploracji planet często odnajdziemy tajemnicze miejsca oraz budynki. To tam znajdują się inteligentne formy życia, które w No Man’s Sky podzielone zostały na trzy różne rasy. W trakcie podróży uczymy się ich języków i zdobywamy reputację, przez co w kontaktach z nimi jesteśmy w stanie osiągnąć dużo więcej. Czasem wręczą nam nowe multinarzędzie, obdarzą sumą pieniędzy lub podarują nowy schemat przedmiotu, możliwego do zbudowania ze znalezionych pierwiastków. Na planetach znajdują się też opuszczone budynki z komputerowymi interfejsami czekającymi na zbadanie oraz równie opuszczone statki, które można przejąć, ale wcześniej należy naprawić – zupełnie jak na samym początku rozgrywki. Każdy statek posiada również ulepszenia. Najważniejszym z nim jest hipernapęd pozwalający na podróże do kolejnych, odległych systemów.

Niezobowiązująca fabuła

W kolejnych systemach napotykamy kolejne planety i księżyce, tam odkrywamy kolejne gatunki roślin oraz zwierząt i próbujemy porozumieć się z kolejnymi inteligentnymi istotami. W przestrzeni kosmicznej znajdujemy kolejne ogromne frachtowce możliwe do zniszczenia w celu zyskania surowców i bierzemy udział w kolejnych galaktycznych bitwach z wrogimi statkami. Historię budujemy sami eksplorując i poznając właśnie te „kolejne” miejsca oraz organizmy. Czy to oznacza, że No Man’s Sky pozbawionej jest jakiejkolwiek fabuły, a gracze muszą błądzić w kosmosie na oślep, bez żadnego planu? Niezupełnie.


Ścieżka Atlasa

Gracz sam „musi zdecydować o swoim przeznaczeniu”.


Celów w grze jest tak naprawdę kilka. Najważniejszy z nich to dotarcie do centrum wszechświata. Podróż ta pochłania najwięcej czasu oraz zasobów, a jej ukończenie stanowi pewnego rodzaju wielki finał. Finał, któremu niestety daleko do bycia satysfakcjonującym. Szczęśliwie możemy obrać też inną ścieżkę, na przykład tę wytaczaną przez wszechobecny byt o tajemniczej nazwie Atlas. Podążając jego drogą napotykamy specyficzne stacje kosmiczne oferujące filozoficzne dialogi z mistyczną istotą, a dotarcie do dziesięciu takich miejsc oferuje… cóż, równie niesatysfakcjonujące zakończenie.

logo-nmsNajlepiej więc będzie wziąć sprawy w swoje ręce i zająć się samotną eksploracją wszechświata. Naszym celem może być na przykład jak najdokładniejsze poznanie języka danej rasy, wygranie jak największej liczby kosmicznych bitew, znalezienie jak najlepszego statku, czy jak najszybsze zdobycie ogromnej ilości pieniędzy. Niestety, dążenie do osiągnięcia takich małych celów jest może początkowo ekscytujące i pozwala na łatwe zdobycie wszystkich trofeów w grze, ale zwyczajnie szybko się nudzi. Długie sesje z No Man’s Sky potrafią być nieco monotonne ze względu na ciągle powtarzaną formułę.

Dlatego dużo lepszym rozwiązaniem są częstsze, ale krótsze podejścia. Gra idealnie sprawdza się w dwugodzinnych, niezobowiązujących sesjach po dniu pełnym pracy. Można po prostu wskoczyć na kilka planet i odkryć parę nowości przy akompaniamencie idealnie pasującej ścieżki dźwiękowej. Do ciągłego powracania do gry zachęcają częste aktualizacje, które wprawdzie do tej pory wprowadzały jedynie poprawki i drobne ulepszenia, ale wkrótce powinny spełnić wszystkie obietnice twórców, dodając jeszcze więcej treści. Przynajmniej taką mam nadzieję.


Jakie więc jest No Man’s Sky? To bardzo dobra gra, silnie nastawiona na eksplorację i zawierająca naprawdę sporo ciekawostek, często możliwych do odkrycia dopiero po wielu godzinach spędzonych przy tym tytule. Ciężko oczywiście mówić o produkcji idealnej, ale bardzo dziwi mnie skrajna wręcz nienawiść towarzysząca wypowiedziom o tym tytule. No Man’s Sky mnie nie zawiodło i wiem, że jeszcze przez długi czas będę wracał do gry, aby zobaczyć co się zmieniło. Tytuł ten nie zawiedzie też Was, jeśli tylko zrozumiecie z jakim typem produkcji macie do czynienia. A w tym mam nadzieję, że Wam pomogłem.

Konkurs

Pomóc mogę w jeszcze jednej kwestii. Co powiecie na samodzielne sprawdzenie tego jak wygląda rozgrywka w No Man’s Sky? Postanowiłem, że przeprowadzę konkurs, który trochę sprawdzi Waszą kreatywność, a zarazem pozwoli wejść w posiadanie tej głośnej gry. Zasady są proste – w komentarzu pod tym wpisem na blogu należy w kilku zdaniach opisać jak wyobrażacie sobie planetę idealną dla gracza. Interpretację pozostawiam Wam i liczę na ciekawe wpisy! A co do wygrania?


nms-konkurs-blog


Nagrody są dwie – autor najlepszego wpisu otrzyma No Man’s Sky w wersji promo na konsolę PlayStation 4. Drugą najciekawszą pracę wyróżnię natomiast piękną koszulką (M) z unikatową grafiką polskiego artysty Patryka Hardzieja.

Konkursowe komentarze umieszczać można pod tym wpisem do końca miesiąca. Rozstrzygnięcie nastąpi z początkiem października, a wygrany wpis umieszczę Facbooku. Powodzenia i do dzieła!

  • Maksym Sierszeń

    Planeta idealna dla gracza? To oczywiste. To taka, na której można bez limitu grać w gry, lecz także gdzie moglibyśmy zobaczyć świat z jakieś produkcji. Ciekawą planetą by była taka, gdzie zamiast zwykłych naszych, ziemskich zwierząt byłyby Pokemony! Trochę absurdalne, ale cóż. Mile widziane: atmosfera, spoko grawitacja, coś do jedzenia, woda.

  • Mkali

    Idealna planeta dla gracza, to miejsce w którym masz dostęp do każdej konsoli i gry stworzonej na świecie. Nie istnieją tam lagi, które uniemożliwiały swobodną rozgrywkę w sieci. Każda produkcja ściąga się w sekundach, a o updejtach nikt nie pamięta. Ponadto na twoje zawołanie i pomoc przybywają twoi znajomi do kanapowego wspólnego grania oraz piękne damy serwują zimne napoje i również z nami grają. :P

  • Maciek Jankowski

    Idealna planeta gracza? Zamiast kamieni były by stanowiska do grania. Super wygodne japońskie szezlongi, 80 calowe telewizory oled. To wszystko podpięte do prądu i z internetem do łączenia się z innymi „planetami” do tego zamiast kopania węgla, czy innej soli, kopało by się pudełka z grami. Zamiast owoców na drzewach rosły by konsole, wiele „gatunków” a zamiast zwierząt chodziły by wielkie puszki napojów energetycznych. Planeta nazywała by się „raj”, trochę sztampowo, ale prawdziwie. Taki trochę pokój gracza w skali tysięcy kilometrów kwadratowych. no i dało by się też oswoić jakąś dziewczynę, ale takie akcje nie były by łatwe bo te żyły by w wielkich garderobach, przypominających dżunglę :b

    Mam nadzieję że moja wizja się podobała :D

  • Szymon Klimek

    Hmmm… Idealna planeta gracza? Powinno być to miejsce gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Bez wojen pomiędzy konsolami i bez PC Master Race. Byłby to raj gier.. tych dobrych ale też tych słabych. Wszędzie w idealnym stanie znaleźć byłoby można pierwsze automaty oraz konsole domowe. Na półkach sklepowych dumnie wystawiane byłyby gry i konsole pierwszej jak i ósmej generacji. Każdy znalazłby coś dla siebie. Każdy nerd, geek, no-life oraz casual. Byłaby to swoista RetroFuturetopia. :D

  • kontu5

    Idealna planeta dla gracza musiałaby posiadać kilka specyficznych cech. Po pierwsze, dostęp do znajomych zawsze musiałby być łatwy.
    Poza tym, powinny tam być tylko dwie pory roku, czyli zima i lato, a rok powinien być dużo krótszy niż nasz, Ziemski.
    W zimę dni trwałyby bardzo krótko, a w lecie – bardzo długo. By planeta była dla nas idealna, wszędzie musiałby być idealny zasięg internetu, a konsole, komputery i wreszcie gry musiałyby być łatwo dostępne dla każdego gracza.
    Nie można by było uświadczyć tam ziemskich „luksusów” typu jakichś ziemniaków jako roślin, czy czegoś takiego. Na drzewach rosłaby pizza – idealna do pobytów z kolegami…i do wszystkiego.
    Oczywiście, chipsy, naczosy i nawet owoce również byłyby dostępne dla każdego!
    Komputery i konsole byłyby łatwo dostępne, tak jak wcześniej wspominałem, ponieważ byłyby naszymi zwierzątkami, czekającymi na kochającego i dbającego właściciela. Wszystkie „standardowe” zwierzęta domowe, typu kotów, psów, potrafiły by rozmawiać i doradzać graczom (na przykład gdzie jest wróg).
    Pod ziemią byłyby specjalne tunele wynalezione przez kosmitów miliardy lat temu – przenosiły by nas do świata z dowolnej gry, książki a nawet filmu! Za niewielką opłatą, można by było tam wejść i przenieść się takim portalem.
    EDIT: Na FB skomentowałem przed chwilą post o Foundation Update, bo nic nie przyszło do mnie

    A ale czym by się płaciło, ktoś zapyta?
    Fragami! Z braku lepszych opcji płaciłoby się fragami, które dzięki tajemniczym minerałom są przerabiane na walutę.
    Na gwiazdkę wszyscy gracze zbieraliby się i wręczali sobie swoją ulubioną grę (drugą kopię), a najważniejsze produkcje byłyby wtedy zapowiadane.
    Twórcy gier indie rodziliby się w specjalnym miasteczku, dzięki magicznemu bóstwu, które przepowiadałoby, jakie gry będzie tworzyć dana osoba. Dzięki temu wszystkie dobre gry indie byłyby docenione, a twórcy mieliby nieograniczone środki na produkcje.
    Co z wyglądem miast?
    By polecieć na planetę którą opisałem wyglądającą jak futurystyczne metropolie w stylu lat osiemdziesiątych…
    Zapłaciłbym miliardy dolarów by jak najszybciej się tam dostać.

  • Szymon Krzewski

    Planeta idealna dla gracza może być tylko jedna. To Ona – Cebulla.
    Galaktyczny twór mieszczący się na końcu emigracyjnego szlaku gwiezdnego, formacja skalna z własnym zaginającym czas polem grawitacyjnym i nieco odmienną prędkością obrotu. Nasza „normalna” ziemska godzina to tam cały dzień – co znacznie przyśpiesza ukończenie wymagających produkcji. 70lvl w wow’ie? Nie ma sprawy. Wszystko zobaczyć w No Man’s Sky? Kwestia kilku tygodni :D Ale nie tylko czas jest tam nam sprzymierzeńcem. Cała atmosfera oprócz wysokiej zawartości powietrza posiada też proste formy węglowodanów – nie trzeba jeść! Można żyć samym powietrzem (i miłością ( ͡° ͜ʖ ͡°) ). Dodajmy do tego idealną roczną amplitudę temperatur – 24 ziemskie stopnie celcjusza, wszechobecne gorące źródła wodne, mnóstwo jadalnych roślin i mamy bam! Fizjologiczny raj! CIekawostką jest to, że kiedyś Cebulla była planetą magazynującą – takim „małym” muzeum/składzikiem technologicznym oraz polem do testowania superszybkiego galaktycznego internetu. Dlatego na otwartych (bo kto chciałby to wszystko kraść?) terenach znajdziemy cały połacie retro konsol, klasycznych gier ale także najnowszego sprzętu służącego do ̶g̶r̶a̶n̶i̶a̶ bezosobowej obsługi jednostki.
    Jak tą planetę odnaleźć? Wiedzą tylko wybrani mężczyźni i oczywiście kobiety ( ͡° ͜ʖ ͡°), jest im tam tak dobrze, że nie wracają chwalić się ziemianom. Googlujcie, szukajcie a może się uda :)

  • Maksyliusz

    Idealna planeta dla gracza? Hmm… gracze są bardzo wybredni. Taka planeta musiała by mieć oczywiście najważniejsze rzeczy potrzebne do życia: tlen, wodę i wi-fi. Owa planeta miała by cztery kontynenty – oddzielnie dla PC, PlayStation, XBox’a i Wii. W miastach ludzie graliby na ulicach ze znajomymi. Serwery gier by nigdy się nie przeciążały, a i sam internet byłby zawsze i wszędzie. Gry byłyby tańsze jak również sam sprzęt. Dzieci chodziły by do szkoły e-sportu i sami dorośli pracowaliby w ich ulubionej grze dzięki VR. Codziennie wychodziłaby nowa gra AAA na każdy sprzęt i działałaby tak samo. Potencjalni mieszkańcy tej planety odchodziliby jedno święto rocznie – targi E3. Cywilizacja graczy byłaby bardzo rozwinięta technologicznie i lataliby do innych gwiazd, tworząc na nich konsole.

  • 101hz

    ale takie bzdury jak zastrzeganie sobie słowa „sky” czy jakiś pierdół typu „superformuła” – to to są dopiero kpiny niszczące nasz świat..

  • Wieszcz

    Idealna planeta dla gracza to Namek. Zawsze kiedy nie ma czasu pograć bo zostało tylko 5 minut wolnego i nie warto zaczynać, to tam warto. Bo 5 minut na planecie Namek trwa… sami wiecie ile…

  • Piotruś

    Planeta Piv’nitzza – ciężki twór o niejednorodnym kształcie, permanentnie spowity całunem mgły (żeby żadna gwiazda nie świeciła graczowi przypadkiem w okno). Generalnie panuje na niej półmrok i spory chłód – komputery chłodzone są przez zamontowanie ich na zewnętrznych ścianach kompleksów mieszkalnych – jak klimatyzatory. Stosunkowo słaba grawitacja pozwalałaby na bezzadyszkowe podbiegi do lodówki i z powrotem, ale nie przeszkadza w precyzyjnym sterowaniu za pomocą myszki i odmierzaniu tłustych headshotów. Prawdziwym klejnotem Piv’nitzzy jest jej flora – pokłady wody zawierają etanol, uwalniany z trzewi planety (naukowcy do tej pory głowią się nad przyczyną, gdyż przy jakiejkolwiek próbie badania planeta zamyka się i, jakby obrażona, odcina dopływ etanolu). Dzięki specyficznej roślinności tego typu ciecz odstawiona na dobę zaczyna smakować jak najwybitniejszy ziemski lager, lub, w zależności od klimatu, szlachetna american IPA. Mało tego – kolonizatorzy odkryli tam warzywa w smaku i konsystencji bardzo zbliżone do lasagne i pizzy, a w dodatku, UWAGA, zdrowe. Nie trzeba mówić, że od razu rozpoczęto automatyzację upraw tychże (lassagniak pospolity i liść pizzowca), ale co zaradniejsi mieszkańcy lubią uprawiać własne okazy w ogródkach.
    Ach, zapomniałbym! Warunki pogodowe na Piv’nitzzy się nie zmieniają! Nie ma żadnych problemów z łączem internetowym, żadnych awarii spowodowanych klęskami żywiołowymi.
    Grać nie umierać:)