Jak zepsułem odświeżone Modern Warfare

cod_thumb2


Activision zaprezentowało w tym roku dwie gry z serii Call of Duty. Pierwsza to kolejna dobra, futurystyczna strzelanka, ale kierunek, w którym zmierza cykl nie wszystkim odpowiada. Dla takich osób, w tym dla wieloletnich fanów serii, przewidziano odświeżonego klasyka. Klasyka, jakim jest Call of Duty: Modern Warfare. Tym razem w wersji Remastered.

Dzięki polskiemu wydawcy miałem okazję testować grę na długo przed oficjalną premierą. Taką szansę mieli zresztą wszyscy gracze, jeśli tylko zamówili w preorderze nową odsłonę serii. Modern Warfare Remastered możliwe jest bowiem do kupienia jedynie wraz z Call od Duty: Infinite Warfare. Przynajmniej na razie. Testy gry zajęły mi bardzo dużo czasu. Dlaczego? Cóż, powodów było kilka.

Bycie upartym ma swoją cenę

Mój problem z Call of Duty polega na tym, ze jako oddany fan serii gram w każdą jej odsłonę. Czerpię z tego ogromną przyjemność, chociaż ostatnimi czasy rozgrywałem głównie mecze online, z całkowitym pominięciem kampanii. Jeśli jednak decydowałem się ograć część fabularną, to zazwyczaj wybierałem najwyższy poziom trudności. Po tylu potyczkach z doświadczonymi graczami raczej nie mogły zagrozić mi boty wykonujące zaprogramowane manewry. I rzeczywiście – z reguły kampanię przechodziłem bez zająknięcia. Call of Duty przyzwyczaiło mnie więc do tego, że jest stosunkowo łatwe.


codmw1

Na najwyższym poziomie trudności zakrwawiony ekran to niestety częsty widok.


Zacząłem więc Modern Warfare Remastered. Krótkie szkolenie w grze zasugerowało mi najwyższy poziom trudności, więc taki też wybrałem. Jak duże było moje zdziwienie, gdy okazało się, że misje, nawet te początkowe, wcale nie należą do najłatwiejszych. I wtedy sobie przypomniałem. Przypomniałem sobie, że kiedyś ukończenie Call of Duty na najwyższym poziomie trudności stanowiło spore wyzwanie. Myślałem jednak, że poradzę sobie bez problemu.

Do misji podchodziłem po kilka razy, lecz twardo dążyłem do celu. Zapomniałem już jak bardzo motywujące potrafi być pokonywanie kolejnych etapów w tak wymagającej grze. Nawet przy bardziej problematycznych fragmentach nie zmieniałem poziomu trudności. Nie pozwalała mi na to bowiem duma wieloletniego, konsolowego gracza. Ale gra w końcu mnie pokonała. Pełen radości dotarłem do siódmej misji, gotowy do starcia z kolejnymi falami wrogów. I wtedy coś…

…się zepsuło.

Misja nie była trudna – należało w nocnej scenerii przemierzać pola, szklarnie i stodoły, unikając przy tym wrogich patroli. Dreszczyku dodawał latający nad głowami helikopter, gotów w każdej chwili zastrzelić nieprzyjaciela. W tym wypadku nieprzyjacielem byłem ja. Byłem intruzem na obcym terenie. Mknąłem niezauważony likwidując po kolei kolejne grupy wrogów. Kapitan Price zdawał się być niezwykle zadowolony z moich poczynań. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że finalnie zostawi mnie na pastwę losu…

elite_chopper_gunnerProblem pojawił się, gdy pilot helikoptera zauważył moją obecność. Najwyższy poziom trudności oznaczał, że zginę od jednej, góra dwóch kul wystrzelonych z ustawionego w maszynie karabinu. Musiałem więc za wszelką cenę go unikać. Jego i świadomych już mojej obecności, wściekłych oddziałów nieprzyjaciela. Ale w końcu dotarłem do pozornie bezpiecznego miejsca. Stodoła, w której znajdowała się czekająca na użycie wyrzutnia rakiet, zapewniła mi chwilowe schronienie. Złapałem za broń ciężkiego kalibru i wystrzeliłem w helikopter. Kilka prób i latająca maszyna nie była już taka latająca. „Kapitanie Price” – pomyślałem – „co dalej?”.

Kapitan Price nie zamierzał mi jednak odpowiedzieć. Właściwie nic nie zamierzał zrobić. Stał w bezruchu wypatrując kolejnych wrogów. Sęk w tym, ze żadnych nieprzyjaciół już nie było. Kapitan powinien był podejść do obecnych na tyłach szopy drzwi, otworzyć je i kontynuować misję. Ale w moim egzemplarzu gry zwyczajnie mu się nie spieszyło. Utknąłem więc. Bez wrogów, bez celu, bez sensu dalszej rozgrywki. Zepsułem grę.


codmw5

Błagam, otwórz te drzwi…


Kilkukrotnie powtórzyłem ostatni fragment misji. Ponownie odezwała się duma, która nie pozwoliła mi zmienić poziomu trudności na niższy, więc każdorazowe dotarcie do momentu zestrzelenia helikoptera zajmowało sporo czasu. Nic się jednak nie zmieniało. Dowódca nadal ignorował moje czyny i nie pozwalał na dalszy rozwój wydarzeń. Dopiero któreś z kolei powtórzenie misji na niższym poziomie trudności poskutkowało naprawieniem gry. Nigdy tak bardzo nie ucieszyłem się na dźwięk słów kapitana Price’a. Słów, które zwiastowały możliwość dalszej rozgrywki. Wreszcie mogłem w pełni doświadczyć zremasterowanego tytułu.

Powiew świeżości

Odświeżone Modern Warfare wygląda przepięknie. To w końcu remake gry z 2007 roku, więc aby dorównać dzisiejszym standardom tytuł musiał się dramatycznie zmienić w kwestii wizualnej. Nie doświadczymy tutaj zwykłego podciągnięcia rozdzielczości do 1080p i wyświetlania sześćdziesięciu klatek na sekundę. Te elementy są oczywiście obecne, ale nie najważniejsze. Największe wrażenie robi wysiłek włożony w odświeżenie produkcji.


codmw4

No sami powiedzcie – chyba widać skalę zmian. Źródło: Eurogamer.net


Ciężko bowiem nazywać nowe Modern Warfare „remasterem”. To właściwie stworzony od podstaw remake, który dodaje oryginałowi bardzo ciekawej świeżości. Gra sama w sobie wygląda świetnie, ale skalę zmian obserwować można dopiero porównując ją do pierwowzoru. Pierwsze w oczy rzucają się nowe tekstury. Do tego dochodzi przepisany system oświetlenia dodający mroku nocnym scenom, ale jednocześnie naturalnie rozświetlający te, w których obecne są wybuchy i eksplozje. Najmilej prezentują się jednak dodane gdzieniegdzie szczegóły. Właściwie nie gdzieniegdzie, a wszędzie.

Wszystkie obiekty wyglądają dużo bardziej naturalnie, ale realniejsze są również całe scenerie. Moc konsol nowej generacji pozwoliła twórcom na dodanie wielu elementów obecnych w tle, które wprawdzie nie wpływają bezpośrednio na rozgrywkę, ale znacząco ją urzeczywistniają. Czasem są to takie drobnostki jak dodatkowe pęknięcia na powierzchniach czy śmieci porozsypywane po ulicach, ale często pojawiają się nowe, większe obiekty – w tym pojazdy oraz ludzie. Scenerie są więc bogatsze i pełniejsze niż w oryginale. Zwyczajnie bardziej realne.


cod4_mw

Nie miałem niestety okazji przetestować trybu multiplayer. Ten, z kilkoma zmianami, dostępny jest w pełnej wersji gry. Mam nadzieję, że wkrótce będę miał możliwość sprawdzenia odświeżonych rozgrywek sieciowych i wtedy podzielę się z Wami pełnymi wrażeniami.


Przy wszystkich tych zmianach nienaruszone zostało najważniejsze, czyli silnik gry. To wytęsknione przez fanów, klasyczne Call of Duty – bez podwójnych skoków, egzoszkieletow i przekombinowanego arsenału. Tutaj, w porównaniu do najnowszych gier serii, rozgrywka jest bardzo prosta. I chociaż wydaje mi się, że momentami nieco ją usprawniono, to nadal zapewnia klasyczne wrażenia. Takie same, jak 9 lat temu.


Ciężkim zadaniem dla twórców było zmierzenie się z klasykiem, jakim jest Modern Warfare. Fani nigdy nie wybaczają błędów popełnianych przy odświeżaniu ulubionych produkcji. Tym razem misja zakończyła się sukcesem. Odwrotnie do tej mojej, z helikopterem. Ponownie dostaliśmy trudną, niewybaczająca błędów produkcję, ale w dużo przyjemniejszej dla oka, nowej oprawie. Czy można uznać to za zwiastun powrotu serii Call of Duty do swoich korzeni? Pozostaje nam jedynie czekać na zupełnie nową odsłonę w klasycznym klimacie. I kto wie, może kiedyś się doczekamy.

  • mati23m2

    Nie było dane mi pograć w nowe stare Call Of Duty, jeżeli jednak zastosowano to samo oświetlenie co w Black Ops 3 to wiem że chociaż to jest na cholernie wysokim poziomie.